Tymi słowami z Baśni o Zielonym Wężu i Pięknej Lilii Goethe wzywa nas do przebudzenia. Nadszedł czas by otworzyć oczy, dokonać przemian… Nadszedł czas na zmiany…
Ciekawe, ale nieraz słowa te przeżywam kilkakrotnie w ciągu jednego dnia, tygodnia, miesiąca, roku czy lat. I nie tylko w kontekście przebudzenia mnie jako człowieka, ale także w sensie otwarcia się i skupienia na tej konkretnej rzeczy, którą powinnam się zająć w danej chwili. Może to być określona praca, ale też książka, napisanie wiersza czy rozmowa, spotkanie itd.
Jestem zanurzona w swoją codzienność, na którą patrzę. Mam dużo do zrobienia – od czego zacząć?
Nie mówię teraz o tym, co sprawia, że decyduje się lub nie na tę czy inną czynność – jeśli, oczywiście, mam wybór. Mam na myśli raczej priorytety oraz umiejętność dostrzeżenia tego co jest ważne w tym momencie.
Podążając za swoją intuicją w życiu codziennym, możemy odkryć, że, jeśli zlekceważymy te rozbrzmiewające dzwonem w duszy słowa, „czas - ten , który nadszedł” zostanie utracony. Być może tylko na jeden dzień, a być może - na zawsze lub na bardzo długo.
Tak czy owak, wydaje się, że warto pamiętać o tym, że budząc się każdego ranka dostajemy kolejną szansę – swój czas.
Co zrobię z tym darem?



Bycie człowiekiem
Bycie człowiekiem zobowiązuje, lecz nawet jeśli odrzucimy to co człowieka niegodne, nadal pozostaje bezkres tego co wartościowe. Patrząc jednak z osobistej perspektywy należałoby raczej przyznać, że istnieje bardzo ograniczony zbiór właściwych czynności, a kiedy spojrzy się z perspektywy chwili pozostaje już tylko jedna rzecz do zrobienia.
Aby przeżyć jeden dzień życia, konieczna jest refleksja nad całym życiem. Jeśli nie usłyszymy jakim dźwiękiem słowa "czas nadszedł" wypełniają cały horyzont isnienia, pozostaniemy głusi w naszej codzienności. Kiedy zatem pierwszy raz rozlegają się słowa "czas nadszedł" mogą one wskazywać tylko na jedną czynność - tą która otwiera drogę do wszystkich innych.
tajemnica trwa
Istnieje wielka, a mimo to zupełnie powszednia tajemnica. Wszyscy w niej uczestniczą, każdy ją zna, ale tylko nieliczni o niej myślą. Przeważnie ludzie przyjmują ją taką jak jest, i wcale ich ona nie dziwi. Tajemnicą tą jest czas.
Są przecież kalendarze i zegary, którymi go można mierzyć, ale to nie ma właściwie znaczenia, bo każdy wie, ze komuś godzina może wydawać się wiecznością, innemu zaś przemijać jak chwila – zależnie od tego, co człowiek w ciągu tej godziny przezywa. Gdyż czas to życie. A życie mieści się w ludzkim sercu.
(Michael Ende, Momo czyli osobliwa historia o złodziejach czasu i o dziecku, które zwróciło ludziom skradziony im czas)
Kto mieszka w świecie idei?
Spełnieniem człowieka jest stanie się duchem wolnym, który za pomocą intuicji czerpie ze świata idei to, co następnie urzeczywistnia i tak oto zapełnia swój czas. Czym jednak jest idea jako taka, czy jest ona żywa i zmienna, a będąc taką, czy może dajmy na to porozumieć się z inną ideą choćby w celu wypracowania nowego stylu bycia? W porządku wszechświata człowiekowi przypada całkiem określona rola pośrednika między światem idei a światem zmysłowym, ten pierwszy z ziemskiej perspektywy jest wielką tajemnicą. Czy jest to świat istot, które nieustannie czegoś od człowieka chcą i wołają go z granic poznania?
W porządku wszechświata
W porządku wszechświata człowiekowi przypada całkiem określona rola pośrednika między światem idei a światem zmysłowym
A może jesteśmy nie tyle pośrednikami, ile przejawem ducha w świecie zmysłowym? Czym jest ciało, czym są narządy zmysłów itd.? Skąd one się wzięły?
Materia jest przejawem ducha w świecie „zmysłowym”.
Czasami wydaje się, że wystarczy zrobić tylko krok, by to, co zaklęte, zostalo odczarowane. W przyrodzie, w człowieku…
Często też zadaje sobie pytanie: czy jestem narzędziem czy wolnym współtwórcą?...
A jeśli narzędziem, to swojego ducha…
W porządku wszechświata idei płynące z ducha spotykają się z innymi, by razem budować dalszą drogę.
I tak bardzo. Dziękujemy
I tak bardzo. Dziękujemy za podzielenie sie.
Paradoksem jest bardzo zmysłowy przestrzeni
, w którym Duch objawia własnej twarzy
Paradoks ducha jest bardzo ścianie
zmysłowy, na które zawsze spadnie.
Paradoks sprawia, że każdy
człowieka, człowieka.
każdy ma paradoks
Człowiek w duchu.
'ukryta' idea
Thank you Jeffrey!
Każda prawda, każde zjawisko, nad którym się zastanawiamy wypowiada się w ten sposób przez nas. Jako ’najwyższy twór natury’ stajemy się mostem pomiędzy światem duchowym a fizycznym, postrzegalnym zmysłami.
Ale to, co się postrzega zmysłami jest tylko częścią – początkiem procesu, który ma nas prowadzić do poznania.
Goethe mówił: „Doświadczenie (zmyslowe) – to tylko połowa doświadczenia”.
Każde zjawisko, na temat którego myślimy, rozpatrujemy w sobie, bierzemy do siebie – już w tym procesie objawia nam swoją istotę.
To, co widzimy, słyszymy, czujemy – to ‘zewnętrzne’, co obserwujemy i odbieramy naszymi zmysłami, staje się częścią nas wówczas, kiedy zaczynamy o tym czymś tworzyć pojęcia.
Jeżeli myślimy o jakieś rzeczy, łączymy się z jej istotą.
Od razu oczywiście powstaje pytanie na ile nasze myślenie jest prawdziwe a na ile subiektywne?
Ale,Steiner, mówiąc o światopoglądzie Goethego oraz jego badaniach przyrodniczych (GA1, rozdział XIII), pisze: „Człowiek jest organem, za pośrednictwem którego przyroda wyjawia swoje tajemnice. W subiektywnej osobie przejawia się najgłębsza treść świata.(… ) Istota bytu znajduje się nie w tym, co przedstawia nam świat zewnętrzny, lecz żyje ona w duchu ludzkim i z niego pochodzi. (…) Człowiek, jeśli chce poznać istotę rzeczy, powinien pozwolić tym rzeczom w sobie przemawiać. (…) Wszystkie wyjaśnienia na temat zjawisk fizycznych są antropomorficzne. Każda próba zrozumienia natury kryje w sobie wewnętrzne doświadczenie człowieka. Ale właśnie poprzez to subiektywne doświadczenie wyraża się wewnętrzna istota rzeczy. (…) Nie ma w ogóle mowy o jakiejkolwiek innej - nie subiektywnej – ludzkiej prawdzie, ponieważ polega ona na połączeniu subiektywnego doświadczenia oraz obiektywnego związku stanu rzeczy. To subiektywne doświadczenie może nosić indywidualny charakter, ale nawet wtedy jest ono wyrazem wewnętrznej istoty rzeczy.”*
*jest to moje luźne tłumaczenie posiadanej przeze mnie książki w języku rosyjskim.
Ten fragment GA1 w języku angielskim jest tutaj: http://wn.rsarchive.org/Books/GA001/English/MP1988/GA001_c18.html
“The human being is the organ by which nature reveals its secrets. Within the subjective personality the deepest content of the world appears. (…)The goal of the universe and of the essential being of existence does not lie in what the outer world provides, but rather in what lives within the human spirit and goes forth from it. (…) Man must allow the things to speak out of his spirit if he wants to know their essential being. (…)All physical explanations are hidden anthropomorphisms. One humanizes nature when one explains it; one puts into it the inner experiences of the human being. But these subjective experiences are the inner being of things. (…) There can absolutely be no question of anything other than a subjective human truth. For, truth consists in putting our subjective experiences into the objective interrelationships of phenomena. These subjective experiences can even assume a completely individual character. They are, nevertheless, the expression of the inner being of things. One can put into the things only what one has experienced within oneself.”
I like this very
I like this very much:
Każde zjawisko, na temat którego myślimy, rozpatrujemy w sobie, bierzemy do siebie – już w tym procesie objawia nam swoją istotę.
Podoba mi się jak umieścić ten bardzo.
jak wszystkie prawdziwe polaryzacji, naprzeciwko oświadczenie może odkryć prawdę.
co widzimy, słyszymy i dotknąć może być "online" do projektu, co poza siebie. Zanim doświadczenia już jesteśmy z nim. Jest to poza nasze własne słowa, i jak przesłuchanie się mówić, mamy do czynienia na świecie wyraziliśmy.
Byłbym zdziwiony, gdyby to, co napisałem o języku i na wszystkich. Ale jestem ciekaw, czy tak się stało.
Wędrujące centrum samego siebie
Jesteśmy przejawem ducha, ale własnego - patrząc z dołu w górę. Jesteśmy dziwnymi duchami, które mają utrudniony dostęp do samych siebie. Kim jednak jesteśmy dla pozostałych duchów, zwłaszcza dla tych, które w przeciwieństwie do człowieka nie przejawiają się cieleśnie? Czy sięgając do świata idei człowiek kieruje się w medytacji przede wszystkim do tego ducha którym on sam jest, dokonuje aktu autoinspiracji, czy też bardziej właściwa jest burza ducho-mózgów? Czy wyższa jaźń potrzebuje natchnienia od jeszcze wyższej jażni?
Bycie narzędziem swojego własnego ducha, czyli swoim własnym, to stan jak najbardziej pożądany.
gdzie lezy przeszkoda
Wydaje się, że w procesie poznania bardzo ważną jest zasada podobieństwa. Przecież interpretacja elektrokardiogramu będzie możliwa tylko w sytuacji, jeśli wcześniej nauczyliśmy się = przyjęliśmy do siebie na ten temat wiedzę, wytworzyliśmy pojęcia oraz związki między nimi.
Możemy (roz)poznać tylko to do czego jesteśmy przygotowani.
Granica poznania -cały czas i wciąż na nowo - jest określana przez samego człowieka.
myślenie bez słów
Pojęcia otwierają nam drogę do świata, udostępniają nam rzeczywistość, bez nich jest ona bezładem doznań. Jednakże pojęcia mimo, że warunkują wszelkie poznanie, stojąc niejako w jego tle, same są wielką tajemnicą. Na początku czwartego rozdziału Steiner mówi: "Czym jest pojęcie nie sposób wyrazić słowami. Słowa mogą jedynie zwrócić naszą uwagę na to, że mamy pojęcia." Wypowiedź ta pozostaje w zgodzie ze spotykaną często krytyką języka (werbalizacji), który zasłania rzeczywistość zamiast ją ukazywać i z tego powodu musi zostać przezwyciężony (jakoś?). Powstaje zatem pytanie: jaka jest ostatecznie rola i wartość języka w relacji do myślenia, które jest jednym z głównych zagadnień "Filozofii wolności", która z kolei sama jest stworzona w języku. Jeśli język jest zaledwie czymś wskazującym na myślenie i nawet nie jakąś jego niższą formą, to jakże daleką okazuje się idea wolności, tak ściśle powiązana z poznaniem.
czym jest słowo ?
Tak, pojęcie, słowo, język są wielkimi zagadkami.
Ciekawa jest też obserwacja brzmienia słów o tym samym znaczeniu, ale w różnych językach – próba odnajdywania związku pomiędzy przedmiotem a jego wyrazem. I chociaż brzmienie słow się różni (ale to też z czegoś wynika!), o tym samym przedmiocie myślimy podobnie.
co jest ukryte za słowami?
Mówi się, że podążamy za czyjąś myślą (wyrażoną w słowie pisanym czy wypowiadanym).
Z kolei, kiedy się słucha i obserwuje ludzi mówiących w języku nam nieznanym, można zauważyć jak dużo kryje sie za słowami - mowa ciała, intonacja, ale też coś więcej – coś, czego wyrazem jest wszystko pozostałe. Natomiast jeśli tylko patrzymy (bo nie możemy przecież przeczytać) na słowa w języku obcym, nie ma szans by cokolwiek wychwycić i zrozumieć.
Bywa tez tak, kiedy, np. słuchając czyjegoś wykładu, to podążanie za treścią jest niezwykle trudne, nawet jeśli mówca wypowiada słowa, które bardzo dobrze znamy. Trudność ta jest najczęściej wynikiem zbyt mechanicznego (tylko słowa) wypowiadania się, co może mieć np. źródło w tym, że mówiący sam nie pojmuje tematu, o którym mówi. W takim przypadku lepiej byłoby samemu przeczytać teorię w książce, pod warunkiem, że jest ona rzeczowo napisana.
Czym jest żywe słowo?
Idea Słowa
W filozofiach wschodnich zwraca się uwagę na to, że wypowiedzenie jakiegoś słowa, może sprawić, że straci ono na znaczeniu, staje się jakby martwym. Rzeczywiście coś w tym jest, zresztą każdy chyba jeszcze w dzieciństwie odkrył, że przy ciągłym powtarzaniu tego samego słowa, zaczyna ono brzmieć dziwnie, obco, oraz tak, jakby nie miało nic wspólnego z przedmiotem, które określa.
Staje się to na skutek utraty związku pomiędzy pojęciem, które wcześniej sobie utworzyliśmy, a jego zwerbalizowanym odpowiednikiem, czyli słowem jego określającym. Wynika z tego, że sami nadajemy znaczenie słowom, które są odbiciem pojęć w świecie materialnym.
Poprzez wypowiadanie lub pisanie słów pozwalamy wytworzonym przez nasze myślenie pojęciom się narodzić.
W ten sposób Idea Słowa łączy w sobie ducha i materię.
W kontekście powyższego nabiera innego wymiaru drugie przykazanie – być może dotyczy ono każdego słowa, wnoszonego przez nas w byt ziemski. ?
Jak używać słów
Wygląda na to, że słowa są "upadłymi ideami", ich istnienie wynika z tego, że człowiek jest zarazem istotą myślącą i materialną, nasze myślenie sprawia, że zaczynamy mówić, używać słow niejako przezwyciężając materię, która nie jest środowiskiem przyjaznym ideom, w tym sensie że nie mogą one istnieć tu z taką swobodą jak tam skąd pochodą. Kiedy Jezus-Nauczyciel objaśniał ideę Królestwa Niebieskiego,użył w tym celu kilklu alegorii, wynika z tego, że poprzez język możemy zbliżać się do idei wieloma ścieżkami i choć każda z tych śieżek kończy się zanim osiągniemy nasz cel, to przynajmniej uzyskujemy kilka miejsc, z których prawie ów cel widać, tylko do tego miejsca mogą nas zaprowadzić czyjeś słowa, natomiast jeśli sami chcemy opowiadać, z sensem, musimy już być tam, gdzie chcemy innych zaprowadzić, musimy już pojmować. Również języki różnych narodów, w całośi, możemy widzieć jako odmienne sposoby opowiadania o tym co rzeczywiste. Najwyższe idee wymagają poezji, zastanawiam się jednak czy tylko one. Wspomniałaś Olgo, o uważności z jaką należałoby wypowiadać każde słowo, wydaje nam się, że to co należy do codzienności, co nam spowszedniało, może zadowolić się szarymi, jednowymiarowymi słowami i że co do tych znanych oswojonych fragmentów świata możemy mieć pewność jak je nazwać, jednoznacznie. Być może jednak wcale tak nie jest i sposób mówienia o tym co niewidzialne jest jedynym sposobem mówienia w ogóle, również o tym co widzialne.
Maksym, you said:"Powstaje
Maksym, you said:
"Powstaje zatem pytanie: jaka jest ostatecznie rola i wartość języka w relacji do myślenia, które jest jednym z głównych zagadnień "Filozofii wolności", która z kolei sama jest stworzona w języku. Jeśli język jest zaledwie czymś wskazującym na myślenie i nawet nie jakąś jego niższą formą, to jakże daleką okazuje się idea wolności, tak ściśle powiązana z poznaniem."
Zgadzam się z Tobą, że język jest głównym problemem w POF. Wierzę, że jest to jeden z największych nieporozumień.
W mojej opinii, PoF uczy, że nie wolno nam myśleć, jak małe lusterka słowa naszego doświadczenia i wiedzy.
Naszego myślenia ulega zmianie w jaki sposób zmienia nasze mówienia.
(Our thinking is changed by how it changes our speaking)
'patrząc z góry na dół'
The sphere of the Spirit is the soul’s true home,
And Man will surely reach it
By walking in the path of honest Thought;
By choosing as his guide the fount of Love
Implanted in his heart;
By opening the eye of his soul
To Nature’s script
Spread out before him through all the Universe,
Telling the story of the Spirit
In all that lives and thrives,
And in the silent spaciousness of lifeless things,
And in the stream of Time – the process of becoming.
Rudolf Steiner
nieskończoność
Każde zjawisko, na temat którego myślimy, rozpatrujemy w sobie, bierzemy do siebie – już w tym procesie objawia nam swoją istotę.
Istnieje wielka, a mimo to zupełnie powszednia tajemnica. Wszyscy w niej uczestniczą, każdy ją zna, ale tylko nieliczni o niej myślą. Przeważnie ludzie przyjmują ją taką jaką jest, i wcale ich ona nie dziwi. Tajemnicą tą jest czas.
Są przecież kalendarze i zegary, którymi go można mierzyć, ale to nie ma właściwie znaczenia, bo każdy wie, że komuś godzina może wydawać się wiecznością, innemu zaś przemijać jak chwila – zależnie od tego, co człowiek w ciągu tej godziny przeżywa. Gdyż czas to życie. A życie mieści się w ludzkim sercu.
Kiedy zaczynam się zastanawiać nad nieskończonością, próbuję sobie ją wyobrazić jako eksperyment w postaci zapalonej świeczki pośrodku dwóch luster, które stoją naprzeciw siebie. Świeczka odbija się w obu lustrach, ale razem z pierwszym odbiciem, odbijają się kolejne i kolejne i tak w nieskończoność. Trudno nam sobie wyobrazić nieskończoność, gdyż z reguły myślimy w kategoriach przestrzeni, a nieskończoność łatwiej pojąć, ogarnąć w kategoriach czasu.
Może mały przykład:
Jesteśmy właścicielami zaczarowanego hotelu, który składa się z nieskończonej ilości pokoi 1-osobowych. Wszystkie pokoje są zajęte i nagle nas olśniło, że ci goście, którzy są pod numerami parzystymi, powinni być w pokojach nieparzystych i odwrotnie. I nagle zjawia się tajemnicza wróżka i pyta się nas: "Ile czasu zajmie przeprowadzka tych gości z pokoi parzystych do pokoi nieparzystych, a tych z pokoi nieparzystych, do pokoi parzystych?" I jeszcze dodaje: "Odpowiedź jest banalnie prosta!" I wtedy szczęka nam opada, bo nam wydaje się, że na to trzeba wieczności. I tu się ujawnia błąd naszego myślenia. Myślimy w kategoriach przestrzeni, a trzeba myśleć w kategoriach czasu. Wyobrażamy sobie, że wszyscy goście dokonują przeprowadzki jednocześnie i ci z parzystych pokoi wychodzą ze swoimi walizkami na korytarz. Przy okazji pozdrawiają sąsiadów i wchodzą do pokojów naprzeciwko. Podobnie czynią ci nieparzyści. Jest trochę zamieszania, ale wszystko trwa nie dłużej niż 30 min.. Ot cała zagadka, coś mówi o nieskończoności i poszerza nasze horyzonty myślowe.
A co by było, gdyby do naszego hotelu przybył z niezapowiedzianą wizytą nasz kuzyn.
Hmmmm... Trzeba by zrobić wolne miejsce w pierwszym pokoju. A ten z pierwszego musiałby przeprowadzić się do drugiego, ten z drugiego do trzeciego i tak dalej... I ile czasu by to zajęło? Odpowiedź jest banalna! Wszystko trwałoby nie dłużej niż 30 min.. Ale dlaczego?
Post new comment