“Dwie dusze żyją w piersi mej,
A jedna z drugą chce się rozstać.
W nieposkromionej jedna chuci
Wniknie w zmysłową świata treść;
A druga padół ten porzuci,
By w górny ojców kraj się wznieść”.
To wewnętrzne rozdarcie, które tak przepięknie zobrazowane zostało, w przytoczonym na początku rozdziału drugiego, fragmencie z Fausta dało mi wiele do myślenia. Dlaczego je odczuwamy? Dusza w rozdarciu pomiędzy dwoma biegunami, dwoma światami:
Światem zmysłów : Światem ducha
Czy ta biegunowość nie wydaje się być czymś naturalnym? Dlaczego w naszym życiu jest jej aż tak wiele? Czy to rozdarcie, o którym wyżej mowa będzie towarzyszyć człowiekowi aż do końca?
Ciemność : Światło
Cisza : Dźwięk
Przeszłość : Przyszłość
Wdech : Wydech
Ciepło : Zimno
Nauka : Sztuka
Dobro : Zło
Miłość : Nienawiść
Przykładów można przytoczyć znacznie więcej. Biegunowość wydaje się być swego rodzaju naturą, lub raczej prawem natury, z którym przyszło człowiekowi żyć. Dlaczego bieguny te nie oddziaływają na nas z równą sobie mocą? Być może pytanie należy zadać inaczej: Dlaczego człowiek nie może znaleźć miejsca, gdzie dwie przeciwstawne sobie siły znajdują się w równowadze? Takie miejsce zapewne musi istnieć - pytanie tylko w jaki sposób się tam dostać...
Rozmyślając nad powyższym, moja droga wyobraźnia postanowiła obdarować mnie czymś bardzo interesującym, czymś co być może jest już wam znane - oto obraz:

p.s. Myślę że warto jeżeli każdy nowo rozpoczęty rozdział zostanie wyraźnie zaakcentowany nowym tematem – stąd ten malutki odskok od poprzedniego komentarza. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone :)

Rozdarcie jako droga do poznania siebie
Witam!
Myślę, że dotarliśmy do jednej z najważniejszych zagadek człowieka.
Miewałam takie okresy w życiu, gdy rozdarcie, o którym tu dyskutujemy, przeżywałam wręcz jako fizyczny ból, będąc pomiędzy dwoma światami, nie mogąc się w nich odnaleźć...
Uważa się, że poczucie rozdarcia jest niezbędnym krokiem na drodze naszego rozwoju, prowadzącym nas do poznania siebie, co z kolei jest procesem trwającym całe życie.
Wspominali o tym jeszcze mistycy chrześcijańscy. Na przykład Św.Jan od Krzyża mówił o ciemnej nocy duszy oraz o tym jak dopiero w ciemności możemy dostrzec światło. A jego droga na Górę Karmel opisuje drogę do doskonałości i zjednoczenia z Bogiem. Jest to droga mistyków.
Rozdarcie uczy nas pokory.
Mówi się także, że człowiek nigdy nie jest doskonały, ale najważniejsze by do tej doskonałości dążył.
W psychologii istnieją pojęcia „ja” idealnego oraz „ja” realnego, pomiędzy którymi wytwarza się napięcie. „Ja” idealne – pokazuje jakim chciałbym być, „ja” realne wskazuje na to kim jestem naprawdę w danym momencie mojego życia. Napięcie pomiędzy tymi dwoma stanami pcha nas do przodu w naszym dążeniu do doskonałosci, przede wszystkim przez poznanie siebie.
Czasem rzucamy się z jednej skrajności w drugą, wówczas niezbędnym staje się zatrzymanie w celu spojrzenia na siebie jakby z boku, z dystansem oraz by spróbować - nawet kolejny raz - odpowiedzieć sobie na pytanie: „Kim tak naprawdę jestem?” „Dokąd zmierzam?”. Odpowiedzi nieraz szukamy przez całe życie. Znowu i znowu.
Poznanie siebie...
Co to znaczy być sobą?
Jasne jest, ze ucieczka od własnego cienia - swoich ciemnych stron (w antropozofii istnieją też inne nazwy), donikąd nie prowadzi, a tylko wcześniej czy później i tak sprawi, że będziemy musieli stanąć z nimi twarzą w twarz, by je poznać, by poznać siebie oraz zrozumieć. Dopiero po przepracowaniu tego procesu możemy wyruszać w dalszą drogę.
Starożytni filozofowie o przeciwieństwach
Doświadczenie rozdarcia ludkość przeżywa od dawnych czasów.
Już pierwsi greccy filozofowie odczuwali rozdarcie pomiędzy duchem a popędami, pomiedzy niebem a ziemią, między przeciwieństwami, które dostrzegali w ludzkim sercu.
Parmenides i Heraklit, w odpowiedzi na ból rozdarcia rozwinęli filozofię jednego (to hen). Heraklit pojmował jedno jako jedność przeciwieństw.
Przeciwstawność, którą Heraklit dostrzega w człowieku i świecie, wyrosła z podstawy jedności. A tą jednoczącą podstawą dla wielości i przeciwstawności jest logos. Stanowi on „wobec wszelkiego bytu immanentną, niewidzialną harmonię, która godzi to co niezgodne”. Logos oznacza zanik przeciwieństw.
Również Platon przejmuje od Heraklita podstawowe pytanie: Jak można pogodzić jedno z wielością? Według niego zadanie filozofii polega na tym, by sprowadzić „to, co wielorako rozproszone, to co pozornie nie-zalezne od jednej zależności”, dzięki rozpoznaniu leżącej u podstaw wszystkiego idei.
W neoplatonizmie, stworzonym przede wszystkim przez Plotyna, pytanie o stosunek między jednością a wielością jest zagadnieniem dominującym. „Jedno w sobie” to ostatecznie Bóg. Człowiek zaś w swym rozdarciu i rozdwojeniu, dąży przez całe życie do osiągnięcia Jednego, do upodobnienia się do Jednego. Ponieważ Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo możemy zwrócić się do Jednego i stać się jedno z Jednym, z Bogiem. Stać się jedno z Bogiem i przez zjednoczenie się z Nim, zostać uwolnionym od swej przeciwstawności i rozdarcia.
Na podstawie książki Anselma Gruna „Rozdarcie”.
Krzyż jako symbol
Symbolem połączenia 2 przeciwieństw - świata ducha i świata materii - jest Krzyż.
Ja i świat - ku poznaniu
Idąc dalej śladem przeciwieństw czytamy:
„Wszechświat jawi się nam jako dwa przeciwieństwa: ja oraz świat”
Czym jest ‘Ja’? ; Czym jest ‘Świat’?
Kiedy człowiek wypowiada słowo ‘Ja’ do czego właściwie się on zwraca? Czy do swojego ciała fizycznego? A może do swojego mózgu? Ktoś może powiedzieć, że słowo ‘Ja’ odnosi się do jego ego, jaźni czy nawet ducha. Mózg, jaźń, duch, ego – jakkolwiek to nazwiemy będzie to dość abstrakcyjne, można nawet powiedzieć dość martwe, w porównaniu do tego co chcielibyśmy wyrazić.
W słowie ‘Ja’ jednak tkwi olbrzymia siła, którą każdy z nas odczuwa na indywidualny sposób. Wystarczy skoncentrować się i wypowiedzieć głośno słowo ‘Ja’. Nie wiem czy jestem tutaj osamotniony ale to co zachodzi podczas tego momentu zawsze było dla mnie fascynujące.
Świat z kolei wydaje się być tym wszystkim czym ‘ja’ nie jest. Innymi słowy świat jest na zewnątrz ‘ja’. Odczuwamy świat zewnętrzny i świat wewnętrzny.
‘Świat’ i ‘Ja’ - gdzie leży granica pomiędzy jednym a drugim? Mam taką cichą nadzieję, że ktoś kiedyś znajdzie dopowiedź na powyższe pytanie :)
W poszukiwaniu zaginionej więzi.
W poszukiwaniu zaginionej (lecz nadal odczuwalnej) więzi.
…nie, nie, nie….to nie jest zapowiedź nowych przygód Indiany Jonesa :)
.…to jest właśnie Antropozofia.
“Dopiero wtedy, gdy treść świata, czynimy treścią naszych myśli, odnajdujemy ponownie związek, z którego sami się wyłączyliśmy”.
Co autor chciał przez to powiedzieć? Co miał namyśli mówiąc ‘treść świata’?
Wydaje się, że każdy z nas na co dzień właśnie to czyni. Postrzegany i odczuwany przez nas świat staje się treścią naszych myśli . Czyniąc to stajemy się świadomi siebie, świadomi świata, co prowadzi nas do sytuacji, o której Steiner wspomina wcześniej:
„Wszechświat jawi się nam jako dwa przeciwieństwa: ja oraz świat. Tę ścianę między nami a światem , wznosimy gdy tylko zabłyśnie w nas świadomość”
Czy nie powstaje tu „mały” paradoks?
Jedynym czynnikiem, który niejako „zmusza” nas do dalszych poszukiwań jest to nieustanne poczucie – poczucie że należymy do świata, że istnieje więź, która nas z nim łączy, że nie jesteśmy istotą istniejącą poza wszechświatem, lecz we wszechświecie.
Powstaje więc pytanie: czy jest możliwe uczynić treść świata, treścią naszych myśli w taki sposób by ściana, o której wyżej mowa, nie miała szansy powstać– by te dwa przeciwieństwa: ja oraz świat, odnalazły tę wspólną „zaginioną” więź?
W poszukiwaniu równowagi
Witajcie! Arkadiuszu, wielkie dzięki za piękne zdjęcia oraz ciekawe listy, które, uważam, są bardzo pomocne w naszej pracy nad książką.
„..ścianę między nami a światem, wznosimy gdy tylko zabłyśnie w nas świadomość”
Wydaje się, że przeciwstawienie „ja” światu jest niezbędne w rozwoju człowieka, inaczej rozpłynąłby się on w ‘niebiańskich przestworzach’ :) . A tak przynajmniej wie, że jest czymś odrębnym, uświadamia sobie: tu jestem ja, a tu jest drzewo, a tam stoi inny człowiek, który nie jest mną. Oddzielając siebie od świata człowiek wyrusza na poszukiwanie własnej indywidualności...
W tym procesie wyodrębniania się, coraz bardziej odrywamy się od natury.
Można to na przykład zaobserwować w narastającym przez ostatnie stulecia postępie technicznym. W próbach usamodzielnienia się i wyobcowania z natury komuś może nawet się wydawać, że jest wszechmogący ( co oczywiście natura wcześniej czy później koryguje).
Z jednej strony wszyscy się fascynujemy i podziwiamy niesamowite osiągnięcia ludzkości w rozmaitych dziedzinach nauki - rozwoj nowych technologii, postęp w medycynie itp., co wydaje się ważne i wspaniałe. Dzięki odkryciom w dziedzinie medycyny stało się możliwe ratowanie życia tysiącom ludzkich istnień, które wcześniej nie miały szans.
Myślę, że wszystko to jest bardzo dobre, lecz gdy kierunek postępu ludzkiej myśli staje się zbyt jednostronny, zaczynamy płacić za to wysoką cenę.
Paradoksalnie wraz z rozwojem technicznym jesteśmy coraz bardziej zagubieni, a wzrost środków przekazu informacji oraz telekomunikacji często sprawia, ze czujemy się samotni.
Z jednej strony widzimy postęp technologiczny, a z drugiej - wzrost zachorowalnośći na choroby cywilizacyjne. Przy nadmiarze przetworzonej i „ulepszonej” wbrew naturze żywności, cierpimy na brak witamin i innych skadników odżywczych, zaburzenia metabolizmu oraz zatrucia, spowodowane spożywaniem „chemii” zawartej w produktach.
Nie mówiąc już o nowoczesnych lekach, które, jak wszyscy wiemy, mają wiele działań ubocznych, przy czym przeważnie ‘leczą’ głównie objawy.
To oderwanie się od natury oraz „wybudowanie ściany pomiędzy człowiekiem a światem”, możemy chyba najbardziej zaobserwować na przykładzie nowoczesnej medycyny. Za wieloma, wciąż modernizowanymi badaniami diagnostycznymi - obrazowymi i laboratoryjnymi – lekarz często zapomina, że oto stoi przed nim człowiek, który potrzebuje pomocy od drugiego człowieka.
Przeciwstawiając swoje „ja” naturze i dążąc do coraz większej samodzielności i niezależności zaczęliśmy tracić z naszego pola widzenia to co najważniejsze – samych siebie, nasze człowieczeństwo.
W dążeniu do zaspokajania nieustannie rosnących potrzeb i pragnień zachowujemy się coraz bardziej egoistycznie. A wciąż trwające bezsensowne konflikty zbrojne i narastająca przemoc zdają się to potwierdzać.
Wraz z utraceniem przez człowieka więzi z naturą, z otaczającym światem, zostaje zachwiana jego równowaga. Odrywając się od natury i zachłystując się własną samodzielnością oraz pomysłowością, tracimy równowagę naszego bytu na Ziemi. Chcąc tę równowagę odzyskać oraz odnaleźć na nowo nasz związek z naturą potrzebujemy ‘szerzej otworzyć oczy’.
Dlatego ostatnio coraz więcej słyszymy ( również w środkach masowego przekazu :) między innymi o tym jak istotny jest powrót do natury oraz o poszukiwaniu z nią harmonii.
Wymaga tego nasz zdrowy rozsądek ( a także żołądek :) .
Przychodzi na myśl jeszcze inny przykład – spójrzmy na zbuntowanego nastolatka, który w poszukiwaniu własnej tożsamości, przechodzi trudny okres w życiu, przeciwstawiając się otaczającemu światu, rodzinie ( możemy sobie przypomnieć własne doswiadczenia z tego okresu :). Najważniejszym dla młodego człowieka staje się potrzeba bycia samodzielnym, chce on robić tylko to, czego chce właśnie on a nie to, co mu ktoś każe, nawet jeśli jego działania są powszechnie uważane za niemądre. Dojrzewając i stając się bardziej świadomymi zaczynamy inaczej na wszystko patrzeć i szukamy raczej równowagi z otaczającym światem. Dążąc do poznania podejmujemy próby zrozumienia siebie oraz świata z jeszcze innej perspektywy, starając się w naszym myśleniu pokonać przeciwieństwa i przeszkody, które wcześniej sami stworzyliśmy (‘ściana staje się coraz cieńsza’). Przenikamy myślą to, czego doświadczamy przez obserwację.
„Dopiero wtedy, gdy treść świata czynimy treścią naszych myśli, odnajdujemy ponownie związek, z którego sami się wyłączyliśmy.”
Bardzo serdecznie wszystkich pozdrawiam
Olga
pragnienie poznania
Od niepamietnych czasów ludzie poszukiwali odpowiedzi na pytanie „Kim jest człowiek?” a „Czym jest świat?”. Mędrcy wszechczasów zwracali szczególną uwagę na to by poznać samego siebie. Wszyscy dobrze znamy stwierdzenie:
„ Jeśli chcesz poznać własną swą istotę
Staraj się poznać świat.
Gdy chcesz naprawdę świat zrozumieć,
Patrz w głębiny własnej duszy.”
Istnieje wiele rozmaitych światopoglądów i teorii. Widzimy, że każdy człowiek z jego osobistym spojrzeniem na świat, jego własnym światem, jest inny. Jest indywidualnością.
Poznając świat wokól oraz próbując go zrozumieć człowiek spotyka się oraz sam tworzy rozmaite teorie. Niektóre z nich są wspominane w Rozdziale 2: dualizm, monizm, materializm, spirytualizm...
Jeśli spojrzeć jeszcze szerzej można byłoby ująć to w ten sposób, że każda taka teoria czy światopogląd jest jakby swoistą bańką mydlaną, w której jak zaczarowany tkwi człowiek przystający do tego czy innego spojrzenia na życie. Człowiek tkwi jak zaczarowany w „mydlanej bańce” swojego światopoglądu, który z kolei jak wcześniej już wspominaliśmy, z czegoś wynika, nie powstaje sam z siebie.
Dlaczego tak się różnimy? Dlaczego jeden jest materialistą, a drugi spirytualistą ( jeśli w ogóle możemy kogoś nieabstrakcyjnego w ten sposób określić)? Co się stanie kiedy nasze bańki pękną?
Wschodni mędrcy mówili o tym, że świat jest iluzją, mają. Wyznawcy wschodnich religii opierają się między innymi na takim podejściu, dążąc do odosobnienia od świata, który według nich nie jest rzeczywisty.
Ale jak pisze Steiner, tak jak materialista nie może sprawić by duch przestał istnieć, tak i spirytualista, nie sprawi, by materia przestała być rzeczywistą.
Droga izolowania się ze świata jest nieraz kusząca, ale czy nie jest zbyt łatwa? Lub raczej nie jest to droga dobra dla każdego.
Przypomina mi się historia pewnego człowieka z Zachodu, który poszukując mądrości i oświecenia spędził samotnie kilkanaście lat w jaskinii na Dalekim Wschodzie. Pragnął też osiągnąć wewnętrzny spokój, który tak bardzo jest poszukiwany w naszych czasach.
Czlowiek ten osiągnął to co chciał.
Lecz, kiedy po latach postanowił powrócić do społeczeństwa, w którym niegdyś żył, zdał sobie sprawę, że wybrana przez niego droga nie była właściwa, ponieważ zauwazył jak wszystko co napotykał wokół irytowało go, a spokój, zdobyty w trakcie samotnego życia został zaburzony. Wówczas człowiek ten zrozumiał, że większą sztuką jest nauczyć się cnót, których tak pragnął, żyjąc wśród innych, jakże róznych ludzi oraz im służąc.
Ale to oczywiście może być tylko kolejną teorią ;)
Podobno Filozofię Wolności mozna czytać na kilka sposobów oraz rozumieć na wielu poziomach.
Indywidualność człowieka
Witaj Olgo,
Poruszyłaś wiele interesujących wątków - można byłoby rozpisać się na wiele, wiele stron :) Na pierwszy plan zdaje się wysuwać sprawa’ indywidualności człowieka’.
„ Wydaje się, że przeciwstawienie „ja” światu jest niezbędne w rozwoju człowieka, inaczej rozpłynąłby się on w ‘niebiańskich przestworzach’ :) . A tak przynajmniej wie, że jest czymś odrębnym, uświadamia sobie: tu jestem ja, a tu jest drzewo, a tam stoi inny człowiek, który nie jest mną. Oddzielając siebie od świata człowiek wyrusza na poszukiwanie własnej indywidualności...
Przeciwstawiając swoje „ja” naturze i dążąc do coraz większej samodzielności i niezależności zaczęliśmy tracić z naszego pola widzenia to co najważniejsze – samych siebie, nasze człowieczeństwo”.
Indywidualność, niezależność, samodzielność…. Czy nie sa to żywe symbole XXI wieku. Nigdy wcześniej indywidualność poszczególnego człowieka nie była tak mocno zauważalna. Ma to ogromny wpływ i oddźwięk we wszystkich dziedzinach życia człowieka. Obecnie każdy z nas, w większym lub mniejszym zakresie, posiada opinie na każdy lub prawie każdy możliwy temat. Wszelkiego rodzaju spotkania, czy to w sejmie, w pracy, czy u cioci na urodzinach, mają podobną charakterystykę. Każdy z uczestniczących w spotkaniu ma swoje zdanie, swój punkt widzenia, którego z reguły będzie zawzięcie bronić, aż do końca świata i….(i jak czasami można rzeczywiście odnieść wrażenie)…o jeden dzień dłużej :)
W rolnictwie jeszcze nie tak dawno, rzesze ludzi razem wychodziły podczas żniw w pole, by wspólnie zbierać plony. Dzisiaj jeden rolnik, ze swoimi nowoczesnymi maszynami, potrafi zastąpić setki ludzkich rąk. Wraz z postępem technologicznym zanikło wiele wspaniałych tradycji, w których człowiek miał szanse spotkać drugiego człowieka.
Indywidualność, niezależność, samodzielność….wystarczy spojrzeć na liczbę rozwodów zarówno w świecie jaki i w Polsce. Według danych przedstawionych przez Główny Urząd Statystyczny w roku 2006 w Polsce rozwiodło się około 72 tysięcy par małżeńskich, podczas gdy w roku 1995 było ich około 38 tysięcy.
Można także zauważyć jak rozwój indywidualności, współczesnego człowieka wpływa na tak zwany ‘kryzys tożsamości’ - ale o tym może innym razem.
Jak ważne jest odnalezienie powrotnej drogi do natury?
kilka myśli nt. książki
Witaj Arkadiuszu! Witam także drogich gości zaglądających na naszą strone :)
Przede wszystkim chcialabym podzielić się z wami ogarniającym mnie nieraz podczas czytania Filozofii Wolności poczuciem radości i wzdzięczności, że taki czlowiek jak Rudolf Steiner istniał oraz napisał dla nas tak niesamowitą książkę. Sam Steiner nazywał tę książkę żywą. Możemy przekonać się o tym sami! Z jednej strony przeżywamy jak każda żywa myśl wywodzi się z poprzedniej, a z drugiej - gdybyśmy spróbowali pobawic się i ... wyłączyć myślenie oraz dotknąć tylko wrażenia, jakie zostawia w nas każdy poszczególny rozdział, moglibyśmy zaobserwowac na przyklad poczucie ruchu jakie wywoluje w nas Rozdzial 2. Czy macie podobne wrażenie? A może inne? Można nawet spróbować narysować Filozofię Wolnosci albo poszczególne Rozdzialy czy wątki, o czym wspominał też Steiner.
Wracając do indywidualności ( myślę że w pracy nad ksiązka będziemy powracać do tego tematu dość często - jest nawet cały Rozdział poświęcony temu zagadnieniu), znalazłam ostatnio piękny cytat naszego Mistrza :) :
" Dopóki człowiek dąży jedynie do zaspokojenia swoich potrzeb, jest on osobowością. Kiedy robi coś co sprawia, że wznosi się on ponadto - staje się indywidualnością." ( R.Steiner Pochodzenie i cele człowieka. Podstawowe pojęcia nauki duchowej.)
Bardzo serdecznie wszystkich pozdrawiam
Olga
człowiek i działanie
Spośród wymienionych par przeciwieństw największą siłę wydaje się mieć: duch i materia. Jedno i drugie człowiek odnajduje w sobie. Z rozdziału pierwszego dowiedzieliśmy się, że człowiek w swym działaniu opiera się na myśleniu, natomiast treść rozdziału drugiego wskazuje np. poprzez słowa: "gdy działamy, musimy nasze zamiary urzeczywistniać za pomocą materialnych substancji i sił", że pomimo dwoistości naszej natury i równorzędności każdego z jej biegunów, to świat materii jest miejscem, gdzie ostatecznie spełnia się nasze działanie. To bardzo smutna konkluzja. Czy taki jest właśnie los człowieka, czy jego jedynym zadaniem, jako istoty działającej, jest kształtowanie materii, nieustanne zabieganie o sprawy ciała? Według antropozofii właściwym rozumieniem człowieka jest pojmowanie go jako ducha, jednakże duch-człowiek jest, przynajmniej przez większość czasu, więźniem materii, właśnie dlatego, że jako istota działająca, czynna nie dysponuje inną dziedziną celów, jego cele tkwią w materii, nawet myślenie jako coś na czym wspierać się ma działanie, choć subtelniejsze pełni rolę służebną.
Re: człowiek i działanie
Duch człowieka pracuje nad przeduchowieniem materii.
Materia jest odbiciem, manifestacją ducha. Naszym zadaniem jest przeobrażanie materii, jej kształtowanie – w procesie tym przejawia się duch . To są nasze zadania. Bez „bycia w ciele” nie będziemy mogli je wypełnić. Duch człowieka realizuje swoje zadania poprzez materię. Praca nad materią – to raczej nie smutna, lecz najbardziej wzniosła rzecz . Ale żebyśmy mogli tę pracę wykonywać zgodnie z ewolucją ludzkości, musimy najpierw „uwolnić” ducha , odnaleźć ku niemu drogę. Ideałem, kierunkowskazem na tej drodze jest Istota Chrystusa.
„Jesteśmy ciałem, które mamy. Mamy duszę, którą jesteśmy.”( Rumi)
A view by Rumi (z tłum.na j.polski) Human Mystery: http://home.unet.nl/walembryo/embryocourse_web_minimum.pdf
smutek i wzniosłość
Witaj Olgo.
Po przeczytaniu tego co napisałaś, trudno mi uzasadnić ów smutek. Kiedy myślę o "Filozofii wolności", o tym jaki skutek ma ona wywołać w człowieku, jako lektura specjalnego rodzaju, to myślę o rozbudzeniu entuzjazmu, o uczynieniu człowieka bardziej skłonnym do działania, właściwie w stopniu maksymalnym. Słyszymy zewsząd, że musimy działać dla dobra człowieka, cóż to jednak znaczy? Steiner mówi: "Z całą mocą możemy działać dopiero wtedy, gdy znamy należący do świata obiekt, któremu poświęcamy nasze działanie." Musimy zatem wiedzieć, inaczej nieustannie będziemy się wahać, a to odbiera nam niezbędną siłę. Ponieważ finalnym obiektem celem celów człowieka jest on sam, niezbędna jest wiedza o człowieku. Pytamy zatem jaki powinien być człowiek, co możemy uczynić, aby stał się taki jakiego chcemy widzieć. Wiedza duchowa poucza nas o wieloczłonowości człowieka, jesteśmy ciałem, duszą, duchem i jeśli chcemy działać dla człowieka to nie tylko dla jego ciała i chyba stąd ten smutek, że chociaż jesteśmy nie tylko ciałem, to tylko ciało znajduje się w naszej mocy, jeśli chcemy działać, a do duszy możemy dotrzeć co najwyżej pośrednio np. poprzez sztukę, której przeżywanie wymaga wszakże udziału cielesnych zmysłów. Dlaczego jednak mielibyśmy chcieć działać w inny sposób niż ten, który jest dla nas dostępny lub nawet ten, który jest dla nas najbardziej dostępny, być może dlatego, że kiedy naprawdę zależy nam na człowieku, to chcemy wykorzystać wszelkie możliwości, nie tylko te najbardziej oczywiste.
co jest smutne
Smutek, oczywiście, bywa też. Nawet bardzo często. Najbardziej zasmucają wojny, przemoc, konflikty, zwłaszcza te pomiędzy ‘sąsiadami’ czy w rodzinach, ignorancja, egoizm.
Ale też rozumiem smutek, który masz na myśli. Tylko wydaje mi się, że bardziej w tym przypadku chodzi o tęsknotę.
Czyż smutek lub tęsknota, czy wewnętrzny ból– nie są właśnie tym, co odnajdujemy w naszej duszy i co skłania nas do zrobienia pierwszego kroku ku zrozumieniu tego czym dusza jest?
Postrzeganie własnych myśli, przeżyć wewnętrznych juz sprawia, że wychodzimy w swoim poznawaniu poza świat zmysłowy.
Jest dużo literatury antropozoficznej na temat duszy człowieka. Mówi się, między innymi , o duszy odczuwającej, duszy rozumowej oraz duszy świadomościowej. Człowiek nowoczesny pracuje (a przynajmniej idzie w tym kierunku) nad rozwojem duszy świadomościowej, a lepiej powiedzieć samoświadomosciowej.
Jeśli chodzi o smutek, jest chyba jeszcze jeden aspekt: wszystko, co postrzegamy jako umieranie, zanikanie, rozpad, odbieramy jako coś smutnego... Myśli się wówczas o przemijaniu...
A kiedy mamy takie myśli o przemijaniu, zaczynamy zastanawiać się również nad tym, co jest nieprzemijalne.
śmiertelne piękno
Cieszy mnie Twoje zrozumienie smutku, Olgo.
Medytacja ma nam umożliwić oddzielenie tego co istotne od nieistotnego, wiecznego od tego co przeminie, abyśmy mogli ustanowić właściwą hierarchię i faktycznie niejednokrotnie pomaga nam to uwolnić się od przywiązania się do rzeczy, które nie są tego warte, jednakże jeszcze dziś, jutro i przez wiele następnych dni żyjemy pośród tego co z natury swej skazane jest na przeminięcie, choć postrzegamy to jako piękne mimo śmiertelności, jednorazowe, krótkotrwałe piękno, jak kwiat, który rozkwitnąwszy z rana, wieczorem więdnie, jak nasze ciała młode tylko raz. Śmiertelne niepowtarzalne piękno - oto kwintesencja smutku, jeszcze jednen jego rodzaj, którego nie sposób pominąć, skoro już o sumutnych rzeczach mowa. I wszystko to przez materię, która miała być jedynie gliną do przetworzenia, a tymczasem w jej wnętrzu kryły się diamenty... Czy zatem temu, co umiera, warto poświęcić jedną chwilę zachwytu, za cenę bólu tego umierania.
Tak, właśnie
Tak, właśnie przygotowałam to: http://philosophyoffreedom.com/node/4201
:)
słowami poety
O radości i smutku
Wtedy poprosiła go kobieta:
- Mistrzu, powiedz nam o radości i smutku.
A on tak rzekł:
- Radość twoja to smutek, co odkrył oblicze.
Bo ta sama studnia, która odbija twój śmiech, jest przecież wypełniona łzami. Czyż może być inaczej? Im głębiej rani cię smutek, tym więcej możesz w sobie znaleźć wesela. Czy naczynie , do którego lejesz wino, nie było gliną w piecu wypaloną?
A czy lutnia, dziś kojąca twoją duszę, nie była drzewem kaleczonym przez ostre noże?
Więc gdy ogarnia cię radość, zajrzyj głęboko w serce, a zobaczysz: tylko to, co daje smutek, może dać tobie i radość.
A gdy ogarnia cię smutek, zajrzyj znowu w serce i zrozumiesz: zaprawdę, lejemy łzy za tym, co było wczoraj rozkoszą.
Są między wami tacy, co mówią: Radość wspanialsza jest niż smutek.
A inni zaś: O nie. Smutek jest potężniejszy.
A ja powiadam – nie można ich rozdzielić. Smutek i radość są zawsze razem. Przychodzą do nas wspólnie i kiedy jedno siedzi z tobą przy stole, drugie śpi na posłaniu twoim.
Zaprawdę, jesteśmy zawieszeni niby waga pomiędzy radością i smutkiem.
Kiedy człowiek jest pusty – pozostaje w równowadze nieruchomy.
Lecz kiedy Władca Skarbów sięgnie po ciebie, aby odmierzyć złoto i srebro, opadniesz lub uniesiesz się, bo przeważy smutek twój albo radość.
Khalil Gibran „Prorok”
Zbyt szybko przechodzimy od
Zbyt szybko przechodzimy od smutku do radości i z powrotem do smutku, w pośpiechu mijamy pustkę równowagi, nieistniejącą wobec unoszenia się i opadania, niepozorne miejsce lekkości od srebra i łez.
dwie strony - dwa spojrzenia
Tak , ale myślę, że smutek i radość są dwoma stronami jednego. Czasem wydaje nam się, że coś jest smutne (albo nawet złe), ale później może się okazać, że wyszło nam to na dobre.
poeci potrafią się smucić
Ten człowiek naiwny, który z każdym płaczem
płakał i z każdym śmiechem śmiał się,
człowiek niemodny, z cieniem staroświeckim
i staroświeckim sercem,
gdy beznadzieja nóż wbiła mu w serce
tutaj, w cieniu muru utrapienia, umarł
i z niepotrzebnego spróchniałego jego ciała
inny człowiek dziś powstał
o staroświeckim imieniu, ale o innym losie
człowiek, który wierzy tylko swoim oczom
człowiek, który się śmieje, kiedy inni płaczą
płacze, gdy inni się śmieją
inny człowiek, z innym cieniem, z innym sercem.
Mohammad Zahri "Z innym cieniem"
umieranie i stawanie się
Nieźle. Czy to perski poeta?
Umieranie starego zawsze wiąże się z początkiem nowego. Każdego dnia, a nawet każdą chwilę umieramy i stajemy się na nowo. Jest to proces, który odbywa się na różnych poziomach naszej egzystencji, zarówno w głębiach naszej nieświadomości jak i w świetle świadomości.